niedziela, 22 września 2013

Mała kłótnia i powrót do drugiego domu :)

UWAGA! MAŁA ZMIANKA. ROSE, SCORPIUS ORAZ ALBUS ZACZYNAJĄ 5 ROK, A JAMES 6.
ZMIENIŁAM, PONIEWAŻ NIE CHCĘ ŻEBY JAMES ZA SZYBKO ICH OPUSZCZAŁ ;)
MIŁEGO CZYTANIA <3

******


   Pierwsze promienie słońca przedarły się przez okno na poddaszu pewnego, niewielkiego domu.
Oświetliły pokój, który byłby na pozór normalny gdyby nie parę zaskakująco dziwnych rzeczy.No bo jak wytłumaczyć to, że na komodzie obok łóżka stoi klatka z sową smacznie śpiącą wtulając główkę w śnieżnobiałe skrzydełka? Albo walające się po biurku pergaminy z różnego rodzaju piórami w butelkach atramentu?
Na ziemi w małe stosiki ułożone księgi w różnego rodzajach okładkach i dziwnych tytułach. A na małym stoliku nocnym leży coś dziwnie przypominające.. różdżkę?
Tak, to nie może być zwyczajny pokój.
Pomimo tego  inne rzeczy były normalne: zwyczajna szafa, zwyczajne ściany z różnymi plakatami, zwyczajna toaletka ze stosem kosmetyków i zdjęć przyjaciół wetkniętych w lustro. A na zwyczajnym łóżku, na poduszce ułożone były niedbale długie rudę włosy przykrywając twarz pewnej młodej czarodziejki.
Promyki słońca połaskotały ją w twarz, przeciągnęła się by za chwilę usłyszeć łomotanie w drzwi swojego pokoju
-ROSIEEE! Wstawaj! Za godzinę wychodzimy!- dobiegł ją głos młodszego brata.
Ruda na te słowa podniosła się chyba za gwałtownie, gdyż w wyniku spadła głośno z łóżka. Rzuciła się do drzwi i szybkim ruchem je otworzyła.
   Młody Hugon Wesley właśnie kończył pakowanie szat do szkolnego kufra. Upchnął ostatnią z nich i zatrzaskując zamknięcie usiadł pogrążając się we własnych myślach.
To będzie jego 4 rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, a jego siostry-5 Nie może się już doczekać przejścia na peron 9 i 3/4 przez stację King’s Cross. Chce już spotkać się ze swoimi przyjaciółmi: Jamesem, Albusem i Lily. Najlepszy kontakt miał z dwójką młodszych Potterów, gdyż James był blisko z Rose. Ale nie, żeby wcale się nie lubili z Jamesem. Po prostu jego kuzyn miał lepszy kontakt z jego siostrą i tyle. Znają się wszyscy od dziecka, ponieważ oprócz tego, że są rodziną to ich rodzice są najlepszymi przyjaciółmi od czasu ich pobytu w Hogwarcie. Hugo tak jak jego siostra i kuzyni uważał magiczną szkołę za swój drugi dom. Przypomniał sobie klimaty uczt w Wielkiej Sali, wieczornych przechadzek po zamku ukryty pod peleryną niewidką Jamesa, która służyła by nie narazić się Filtchowi, widok Hagrida zawsze służącego pomocą i zapraszającego na herbatkę do swojej chatki na błoniach. Częstował ich wtedy swoimi ciasteczkami, które nie dość, że były wielkości dużego kamienia to na ich nieszczęście również tak smakowały. Tak, Hagrid nie był mistrzem wypieków. Na tę myśl chłopak uśmiechnął się lekko. Niedługo znów będzie w domu.
Z rozmyślań wyrwało go pukanie do drzwi pokoju.
   -Proszę-odpowiedział chłopak.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł z uśmiechem na twarzy jego ojciec, auror Ronald Wesley. Jest jedną z najsławniejszych osób po tym jak przyczynił się do obalenia Lorda Voldemorta. Choć brało w tym udział dużo osób to właśnie najbardziej zapamiętano jego, matkę Hugona oraz ich wujka Harry'ego. Mieli oni do czynienia z Riddle'em przez wszystkie lata ich nauki w Hogwarcie, a w ostatnim nawet opuścili szkołę na rzecz znalezienia horkruksów. Później z kolei wzięli udział w II Bitwie o Hogwart, w której Czarny Pan został unicestwiony. Po tym wydarzeniu świat czarodziejów się zmienił. Śmierciożerców, którzy przeżyli lub nie zdołali uciec zamknięto w Azkabanie dożywotnio, Hogwart został odbudowany, a status krwi nie jest już ważny.

   -Cześć synu- powiedziawszy to zmierzwił mu rude włosy i usiadł na przeciwko niego w małym, zielonym fotelu- I jak gotowy do kolejnego roku?- spytał z uśmiechem.
-Jak zawsze-wyszczerzył zęby Hugon. Ojciec spojrzał na niego badawczo i powiedział:
-Oh Hugo, to już twój 4 rok, a ja pamiętam jak niosłem cię na rękach, gdy odprowadzaliśmy twoją siostrę gdy dopiero zaczynała.
-Tato..-pokręcił z zażenowaniem głowę- nie zaczynaj tego znowu. Już i tak słyszę to co roku.
-No dobrze, dobrze. Zapomniałem, że jesteś już prawie dorosły- zaczął się bronić pan Wesley.
-Szkoda, że jako dorosłej nie uważasz Rose- chłopak zmrużył oczy broniąc swojej siostry, której pomimo tego, że była starsza od niego o rok, ojciec uważał za dziecko.
-Rose wydaje się tylko dorosła. Trzeba o nią zadbać, gdyż nic nie wie jeszcze o życiu-pokręcił z dezaprobatą mężczyzna.
-Oj tato..-chłopak wniósł oczy do góry.
-Eh widzę, że nie masz zbytnio ochoty na rozmowę ze starym ojcem- Pan Wesley ze smutną miną wstał i kierował się do wyjścia.
-Tato to nie tak..-zaczął zmieszany Hugo- nie chciałem byś źle to zrozumiał.
-Już dobrze. Nie mam ci niczego za złe- mężczyzna uśmiechnął się choć Hugo widział w jego oczach smutek.
-Mama zrobiła śniadanie. Lepiej zejdź na dół i zjedz trochę bo znów będzie się zamartwiać, że będziesz głodny. Znasz ją- mrugnął i już chciał wychodzić kiedy odwrócił się i rzucił przez ramię-I obudź siostrę bo jak tak dalej pójdzie to przez nią spóźnimy się na pociąg -uśmiechnął się i wyszedł zostawiając syna z wyrzutami sumienia.
Siedział tak jeszcze chwilę bawiąc się różdżką, ale zaraz przypomniał sobie o siostrze więc ruszył do jej pokoju. Cisza podpowiadała mu, że siostrzyczka jeszcze śpi więc nie myśląc załomotał w drzwi wołając:
- ROSIEEE! Wstawaj! Za godzinę wychodzimy!
   Usłyszał dźwięk, który wskazywał, że chyba spadła z łóżka.  Głośne kroki, szarpnięcie drzwi i już przed nim stała jego siostra. Choć była starsza o rok to on i tak przeważał ją znacznie wzrostem. Poczochrane, rude włosy opadały jej na plecy, a czekoladowe oczy identyczne jak u ich matki, patrzyły na niego przestraszone
-Jak to za godzinę?! Nie zdążę! Dlaczego dopiero teraz mi to mówisz?!- odpowiedziała lekko zdenerwowana. Chłopak wzruszył tylko ramionami i posłał jej uśmieszek mówiący, że trochę mu się zapomniało.
-Właź do środka i mi pomóż, a nie tak stoisz!- mówiąc to pociągnęła go do swego pokoju.
   O nie, nie, nie! Nie mogę się spóźnić-pomyślała Rose wlokąc za sobą brata. Poprosiła go, żeby pomógł jej w pakowaniu ostatnich rzeczy do kufra,a ona sama wyczarowując małą ściankę zaczęła się przebierać. Wybrała szare spodnie i granatowy, delikatny sweter. Włosy szybko przejechała szczotką robiąc mały nieład.
-No, no siostra, żeby takie rzeczy?- brat z kpiącym uśmieszkiem podniósł do góry jej czarny stanik z koronką. Rose zarumieniła się i różdżką przywołała do siebie część garderoby. Po kilku minutach i komentarzach ze strony Hugona na temat niektórych rzeczy siostry skończyli pakowanie. Hugo pomógł Rose znieść kufer na dół i oboje skierowali się do kuchni
   Hermiona Weasley krzątała się w kuchni od rana. Równocześnie nalewała soku i robiła tosty nucąc pod nosem ulubioną piosenkę. Po chwili spojrzała na zegar. Za pół godziny muszą wychodzić żeby zdążyć na pociąg. Ciekawe co teraz robią? Znając własne dzieci Rose  jeszcze śpi, a Hugo lata po ogrodzie na miotle nie zważając, że może go zobaczyć jakiś mugol. Kobieta pokręciła głową-Ja przez nich kiedyś zwariuję-myśli i nie słyszy jak ktoś wchodzi i obejmuje ją w pasie.
-Hermiono, kochanie usiądź już. Jesteś na nogach od rana- zamruczał jej do ucha Ron.
-Ronaldzie czy ty sobie żartujesz?-ofuknęła go żona. Oni zaraz się spóźnią!
-Spokojnie, byłem przed chwilką u Hugona. Trochę pogadaliśmy, a później powiedziałem, żeby obudził siostrę. Sądząc po tym, że przed chwilą słyszałem jak się na niego wydziera, chyba jest już na nogach-uspokoił ją. Hermiona rozluźniła się i wtuliła w męża.
-Ciekawe co u Harry'ego i Ginny?-pomyślała na głos.
   W domu Potterów o dziwo panował spokój.
Lily i Albus po wcześniejszej kłótni o to kto pierwszy zajmie łazienkę uspokoili się trochę. Harry rozmawiał właśnie z córką na temat tego ile rzeczy bierze, a Ginny pomagała młodszemu synowi złapać jego sowę, która z wielką radością latała po całym pokoju nie dając się schwytać. Tylko James siedział w przedpokoju na swoim kufrze czekając aż jego rodzina się ogarnie i zejdzie na dół. Myślał również o Hogwarcie. To będzie jego przedostatni rok. Poczuł smutek, który zaraz przerodził sie w radość gdy pomyślał o tym ile zdąży zrobić kawałów, które razem z Albusem i Hugonem wymyślali od zawsze. W szkole zawsze z nich słynęli co przysporzyło im wielu szlabanów. James nie chciał już za 2 lata opuszczać Hogwartu. Kochał to miejsce. Pomyślał o tych wszystkich chwilach. Przypomniał tez sobie o tym, że niedługo ujrzy swoją kochaną kuzynkę Rose. Zawsze byli blisko. Od dzieciństwa. James wolał ją nawet od swojej siostry Lily. Niedługo znów ją uściska. Uśmiechnął się.
   Rose i Hugo weszli do kuchni. Zastali tam obejmujących rodziców. Na ten widok spojrzeli po sobie i podnieśli palce do ust jakby mieli zaraz zwymiotować.
-Nie przerywamy?-spytał kpiąco Hugo i usiadł na swoim miejscu na przeciwko siostry.
-Oh jesteście- Hermiona odsunęła się od męża i podeszła ucałować dzieci.
Rose popatrzyła na matkę. Zawsze byłą dla niej wzorem. Gryfonka chciała być tak dobra w nauce jaka była Hermiona w czasach szkolnych. Ruda była niezmiernie dumna kiedy w szkole mówiono jej, że swoją wiedzą dorównuje matce, a trzeba przypomnieć, że Hermionę uważano za najmądrzejszą czarownicę od czasu samej Roweny Ravenclaw! Dlatego Rose na każdym przedmioce starała się zabłysnąć. Czasem rzecz jasna krew ją zalewała, gdy dziewczynę wygryzał sam Scorpius Malfoy. Jego Domem jest Slytherin, więc nic dziwnego, że był inteligentny, gdyż uczniowie Domu Węża szczycili się sprytem i ambicją. Jednakże Scorpius był zakochanym w sobie, egoistycznym arystokratą, zmieniającym dziewczyny jak rękawiczki. Już połowa dziewczyn z Hogwartu była na jego liście "zdobyczy". Mimo tego, że Rose musiała przyznać, że choć jest przystojny to szczerze go nienawidziła (z wzajemnością). Wszyscy w Hogwarcie wiedzieli, że młode pokolenie Weasleyów i Potterów mają na pieńku z Malfoyem. Nawet ich ojcowie darzą się nienawiścią już od czasów szkolnych. Ojciec Rose zawsze powtarzał, że ci ludzie są beznadziejnymi śmieciami prze co James patrzył na niego z uwielbieniem. Tylko matka Rose i ciocia Ginny twierdziły, że ludziom trzeba wybaczać. Jednak oni byli głusi na ich zdanie. Rose najbardziej dziwiła się matce. Wiedziała, że tata Scorpiusa-Dracon był dla niej okropny na każdym kroku. Wypominał jej, że urodziła się w mugolskiej rodzinie, nazywał szlamą (Rose skrzywiła się), a nawet patrzył bezczelnie jak była torturowana przez jego ciotkę Bellatrix. Do dzisiaj Hermiona ma na ręce bliznę układającą się w słowo „szlama”. Nienawidziła przez to Scorpiusa jeszcze bardziej. Zdziwiona, że zajmuje sobie myśli kimś takim jak ten wredny Ślizgon pokręciła głową.

-Coś się stało córeczko?-spytała matka dziewczyny patrząc na nią z czułością.
-Nie, nic tylko myślałam o czymś- odpowiedziała dziewczyna.
-O czymś czy może o kimś?-Hugo rzucił siostrze uśmiech. Rose się zarumieniła co nie uszło uwadze Rona. Podniósł pytająco brew i spytał:
-Czy ja o czymś nie wiem?
   Rose chciała już zaprzeczyć kiedy ubiegł ją brat:
-Rosie kręci ze Scooorpiuuuuseeem!-zaśpiewał na cały głos. Na te słowa Ron zamarł.
-Słucham? Czy to prawda Rose?-spytał surowo. Dziewczyna już otwierała usta kiedy odezwała się Hermiona:
-A nawet gdyby to co?-zmrużyła oczy patrząc gniewnie na męża.
-Ponieważ!-podniósł głos- To są nasi wrogowie Hermiono!-wstał z krzesła i spojrzał na żonę.
-wojna się już skończyła Ron!-krzyknęła i również podniosła się z miejsca.
-Ale ludzie pokroju Malfoyów nigdy się nie zmieniają!-okrzyknął
- A tobie- tu wskazał na córkę- zakazuję się z nim spotykać!. Tego było już za wiele. Rose wytrącona z równowagi wstała i spojrzała gniewnie ojcu w oczy
-Kiedy ja się wcale z nim nie spotykam!-wycedziła.
Gdyby wzrokiem można było zabić Ronald Weasley leżałby teraz martwy trącony dwiema Avadami.
-ee.. kochani?-przerwał ciszę Hugo.
-CO?!-okrzyknęli patrząc na niego we troje.
-Z-zaraz rusza pociąg-wydukał przestraszony.
I już ich nie było.
   Państwo Potterowie stali juz obok expressu Londyn-Hogwart i zniecierpliwieni spoglądali w stronę magicznego przejścia na peron 9 i 3/4. Martwili się, ponieważ zaraz ruszał pociąg, a nigdzie nie było śladu po ich przyjaciołach i ich dzieciach. Ginny pierwsza przerwała trwającą ciszę:
-Harry, gdzie oni są?!- zdenerwowana spojrzała na męża, który już chciał jej odpowiedzieć, kiedy przerwał mu radosny krzyk Jamesa:
-Rosie!-uradowany podbiegł przytulić kuzynkę, która odwzajemniła uścisk.
-Co was zatrzymało?-spojrzał na nią badawczo.
-Eee mała sprzeczka rodzinna-wzruszyła ramionami i podeszła do Harry'ego i Ginny
-Cześć wujku, cześć ciociu-uściskała ich na powitanie.
-Witaj Rose-uśmiechnął się Wybraniec- gdzie twoi rodzice i brat?
Gryfonka miała już odpowiedzieć kiedy usłyszeli podniesiony głos Hermiony:
-Ron na miłość Boską! Przecież powiedziała, że nic jej z nim nie łączy!-zdenerwowana spojrzała w ich stronę i rozpromieniona podbiegła do najlepszej przyjaciółki i szwagierki za razem
-Ginny, kochanie!-przytuliła rudą i jej wzrok napotkał wzrok Harry'ego
-Hermiono! Wszystko w porządku?- uściskał przyjaciółkę
-W jak najlepszym. To tylko mała sprzeczka rodzinna-rzuciła tłumaczenie jak Rose Jamesowi i gdyby mężczyzna nie znał swojej przyjaciółki stwierdziłby, że skoro tak mówi to jest dobrze jednakże po tylu latach spędzonych z Hermioną, wiedział, że coś jest nie tak. Postanowił zostawić ten temat na później, postanawiając odwiedzić Mionę i wypytać ją co się stało.
-Witaj Hugo!-powiedziała Ginny ściskając bratanka-Albus i Lily są już w przedziale, a James.. Właściwie to gdzie jest James?-spytała rozglądając się.
-Pewnie biega gdzieś z Rose- stwierdził krótko Ron witając się z Harrym i całując w policzek siostrę. W tym momencie pojawiła się koło nich para nastolatków. Gryfon jako pierwszy się odezwał:
-Przyszliśmy się pożegnać- uśmiechnął się. Albus i Lily wychyleni przez okno pociągu i także pożegnali się z rodziną.
   Po czułych słówkach, pożegnaniach i łzach wylanych przez wszystkie kobiety na stacji, pociąg ruszył drogą ku Hogwartowi.
*******
A więc co sądzicie o pierwszym rozdziale? :))
Liczę na waszą opinię!
Drugi rozdział w przygotowaniu i jeśli dobrze pójdzie to dodam go już jutro :3
Dobranoc <3


2 komentarze: