Hm.. Od czego by tu zacząć :/
Chyba cześć Wam, Ci którzy jeszcze tu zaglądacie. Miałam pewną przerwę w pisaniu tego bloga spowodowaną brakiem czasu, czasem pomysłów, ale zdecydowałam, że wracam :)
Wracam i reaktywuję tego bloga oraz także zaczynam nowego. Mam nadzieję, że zainteresuję tym fanów Dramione bo taka właśnie będzie tematyka nowego bloga ;)
Oba blogi wejdą w życie na początku ferii w moim województwie [wielkopolskie], a więc 1 lutego myślę, że pojawi się Dramione oraz kolejny rozdział Rose i Scorpiusa. Jest jeszcze coś, a mianowicie chcę zmienić lekko treść Rose i Scorpiusa, ale tylko trochę, te parę rzeczy, które mi nie odpowiadają:/
Oczywiście zamieszczę tu linki do tych nowych blogów oraz udostępnię je na dwóch fp na fb, których jestem adminką "panna Malfoy"
- https://www.facebook.com/pages/Tylko-goblin-potrafi-rozpozna%C4%87-prawdziwy-miecz-Godryka-Gryffindora/542789489109010?fref=ts
- https://www.facebook.com/pages/Z-tym-charakterem-to-mo%C5%BCesz-by%C4%87-%C5%9Bmiercio%C5%BCerc%C4%85/406248262770010?fref=ts
Mam nadzieję, iż czytelnicy tego bloga zechcą dalej sprawdzać losy bohaterów oraz zapraszam Wsas jak ich fanów Dramione na przyszłego bloga :)
Pozdrawiam,
Lily
Rose-and-Scorpius
piątek, 17 stycznia 2014
środa, 20 listopada 2013
INFORMACJA!
Witajcie,
Piszę tę informację, ponieważ chcę przeprosić czytelników mojego bloga za to iż tak długo nie dodaję 3 rozdziału.
Niestety muszę zająć się szkołą, a mam mnóstwo materiału do nauki i nadrobienia :c
Oprócz tego nie mogę za bardzo dokończyć początku i kawałka środka rozdziału w swoim zeszyciku. Kiedy tylko mam wolny czas staram się to uzupełnić i niestety nie wiem kiedy będę mogła dodać rozdział na bloga. Jeśli chcecie wiedzieć kiedy się pojawi to jestem adminką na fp na facebooku: https://www.facebook.com/pages/Tylko-goblin-potrafi-rozpozna%C4%87-prawdziwy-miecz-Godryka-Gryffindora/542789489109010 Kiedy dodaję nowy rozdział zawsze zamieszczam tam informację. Zerkajcie tam czasem czy może nie dodałam informacji.
Miłej nocy :*
Lily
Piszę tę informację, ponieważ chcę przeprosić czytelników mojego bloga za to iż tak długo nie dodaję 3 rozdziału.
Niestety muszę zająć się szkołą, a mam mnóstwo materiału do nauki i nadrobienia :c
Oprócz tego nie mogę za bardzo dokończyć początku i kawałka środka rozdziału w swoim zeszyciku. Kiedy tylko mam wolny czas staram się to uzupełnić i niestety nie wiem kiedy będę mogła dodać rozdział na bloga. Jeśli chcecie wiedzieć kiedy się pojawi to jestem adminką na fp na facebooku: https://www.facebook.com/pages/Tylko-goblin-potrafi-rozpozna%C4%87-prawdziwy-miecz-Godryka-Gryffindora/542789489109010 Kiedy dodaję nowy rozdział zawsze zamieszczam tam informację. Zerkajcie tam czasem czy może nie dodałam informacji.
Miłej nocy :*
Lily
niedziela, 13 października 2013
Uczta Powitalna i niespodziewane zdarzenie...
Rose i James przedzierali się przez przedziały rozmawiając o swoich rodzinach.
-Poważnie myślał, że Ty i On??-Chłopak zadając po raz setny to samo pytanie pokręcił z niedowierzaniem głową-Myślałem, że wujek jest bardziej poinformowany i wie, że na takie śmieci nawet nie spoglądamy.
- Wiem.. A tak swoją drogą, jestem ciekawa czy nasz kochany Malfoy znalazł już sobie panienkę na dzisiaj- uśmiechnęła się złośliwie na co James wybuchnął śmiechem. Nagle przed nimi nie wiadomo skąd wyrósł ów Ślizgon z wrednym uśmiechem i oczami bardziej zimnymi niż zawsze.
-A co? Chętnie byś pewnie doświadczyła tego zaszczytu co ruda?-rzucił kpiąco.
-A ty tu czego?-burknął Potter.
-James daj spokój. W najgorszych koszmarach Malfoy!-prychnęła na pytanie Scorpiusa rudowłosa.
-Doprawdy?-podszedł na tyle blisko by mogła poczuć jego perfumy, chwycił pasmo jej włosów i zakręcił na palcu-Naprawdę? Nie udawaj niedostępnej, dobrze wiemy, że pragniesz tego co cały zamek-wymruczał jej w ucho na co dziewczyna wymierzyła mu siarczysty policzek.
James zaczął zwijać się ze śmiechu, jednakże Scorpius nie miał tak dobrego humoru.
-Nigdy-więcej-mnie-nie-dotykaj-szlamo -wycedził prze zęby patrząc z nienawiścią w oczach na dziewczynę.
Na ostatnie słowo James momentalnie zamarł. Rose, która stała obok niego poczuła jak chłopak sztywnieje. Nie minęła sekunda jak rzucił się na Ślizgona z pięściami.
-James!-krzyknęła Rose, ale on jej nie słuchał. Nienawidził tych określeń, które były typowe dla ludzi pokroju Slytherinu, no może z wyjątkiem jednej osoby..
Niektórzy uczniowie z zaciekawieniem wyglądali zza swoich przedziałów obserwując bójkę dwóch chłopaków. James walił w Scorpiusa na oślep, a on nie pozostawał mu dłużny.
-Nie widziała sposobu jak rozdzielić ich za pomocą zaklęcia. Nastolatków odrzuciło na dwie różne strony. Gryfonka natychmiast podbiegła do kuzyna i pomogła mu wstać. Spojrzała mu w oczy i powiedziała:
-James, nie warto.
W tym momencie podszedł do nich Scorpius, któremu krew kapała z nosa.
-Lepiej słuchaj rudej Potter. Jeśli nie chcesz trafić do Skrzydła Szpitalnego!-podjudzał go chłopak.
James szedł już w kierunek Malfoya kiedy ktoś go uprzedził. Szybkim krokiem podeszła Rose by za chwilę zdecydowanym ruchem przywalić chłopakowi w pięścią w twarz.
Ślizgon zatoczył się do tyłu chwytając się za nos. Dziewczyna obróciła się na pięcie, chwyciła zszokowanego kuzyna za rękę i pociągnęła go w kierunku, do którego zmierzali od początku drogi.
Gryfon popatrzył na kuzynkę z podziwem i powiedział:
-No no Rosie. Niezły cios. Nastolatka tylko pokręciła głową, ale delikatny uśmiech wpłynął na jej twarz. Spojrzała na Pottera i dopiero teraz zobaczyła, że ma rozciętą wargę, z której spływała strużka krwi. Zatrzymali się by dziewczyna mogła opatrzyć kuzyna. Kiedy ocierała mu wargę chusteczką on spoglądał w jej czekoladowe oczy tak bardzo skupione na tym co robi. Fanki Jamesa Pottera patrzyły na tę scenę z nieukrywaną zazdrością choć wiedziały, że para Gryfonów jest rodziną. Pewnie oddałyby wszystko, żeby choć na chwilę być na miejscu rudowłosej. James Potter obok Scorpiusa Mlfoya był najprzystojniejszym chłopakiem w Hogwarcie. Kruczoczarne włosy opadały mu niedbale na czoło, a w brązowych oczach można było utonąć. Pomimo tego był zadziornym, zabawnym i mającym zasady gdzieś niegrzecznym chłopcem Ideał dziewczyn. Rose pamiętała jak gdy mieli 5 i 6 lat postanowili się w przyszłości pobrać. Na tę wspomnienie uśmiechnęła się lekko co nie uszło uwadze Gryfona.
-Co się szczerzysz?- spytał przechylając lekko głowę na bok.
-Tak tylko wspominałam dzieciństwo- spojrzała na niego. Uśmiechał się delikatnie i przymknął powieki jakby na znak, że właśnie sobie przypomina. Gdy otworzył oczy zobaczył, że dziewczyna patrzy na niego badawczo.
-Hm?-mruknął pytająco. Gryfonka pokręciła głową i pociągnęła go do przedziału, gdzie zajęli im miejsca Albus, Hugo i Lily.
Lily spoglądała na brata i kuzyna, którzy wymieniali się kartami czarodziejów dołączonych do czekoladowych żab. Ona nie widziała w tym nic ciekawego. Oddała im swoje i pogrążyła się w czytaniu Proroka Codziennego kiedy do przedziału wpadła para nastolatków. Lily rzuciła kuzynce mrożące krew w żyłach spojrzenie na co ona tylko wzruszyła ramionami. Na pierwszy rzut oka widać było iż za sobą nie przepadają.
Lily Potter zawsze zazdrościła Rose. Wszystkiego: tego, że była genialna na każdym przedmiocie, powodzenia wśród chłopców, pozycji w quidditchu i faktu iż dla wszystkich była chodzącym ideałem. Dlatego za wszelką cenę chciała być od niej lepsza. Nawet James, jej rodzony brat wolał kuzynkę od siostry. Rodzice często porównywali obie dziewczyny. Tak, Lily nienawidziła rudowłosej.
Najstarszy Potter patrzył to na jedną, to na drugą marszcząc brwi. Wiedział o konflikcie dziewczyn. Już nie raz próbował pogodzić ze sobą dwie Gryfonki, jednakże zawsze kończyło się to jeszcze większą awanturą. Postanowił więc nie mieszać się w to i usiadł obok Hugona. Dziewczyny natomiast zabijały się samym spojrzeniem. Młodszy Potter postanowił rozładować trochę atmosferę.
-ee.. to co powiecie?-spytał ostrożnie, patrząc na Rose i swoją siostrę. Dwie rudowłose milczały. Może to był zły pomysł brać je do jednego przedziału?-pomyślał chłopak. James i Hugo widząc daremne próby Gryfona postanowili mu pomóc.
-Hm..myślicie, że uda nam się w tym roku zdobyć Puchar Domów?- spytał cicho Wesley.
-Spytaj pannę idealną!- w głosie Lily mieściło się tyle jadu, którym nie powstydziłby się żaden Ślizgon.
-Oh Lily, dajże święty spokój..- Rose wzniosła oczy do góry.
-Bo co?! Jesteś tyle samo warta co Malfoy!-prychnęła.
-Dziewczyny..- zabrał głos James- nie zaczynajcie kłótni- tu spojrzał znacząco na siostrę.
-Jasne, ty zawsze będziesz jej bronić..- spojrzała na niego oczami, z których lada chwila mogły wypłynąć łzy- To ja jestem ta zła tak?
-Cóż..-zaczynał Albus, ale w porę Hugo dał mu kuksańca.
-Lily uspokój się, wcale nie jesteś zła, po prostu nie kłóć się o byle gówno- odpowiedział z przekąsem James.
-Byle gówno?- wycedziła -Dla ciebie to, że ta żmija pcha się w buciorach do naszego życia i rządzi się tobą jest byle gównem?- wstała i zmierzyła brata wzrokiem.
-Lily na miłość boską to jest nasza rodzina! I nikt się mną ie rządzi!- również wstał i chwycił siostrę za ramię.
Rose siedziała i nie odzywała się nie chcąc wywołać większej kłótni.
-Co tak siedzisz?! No powiedz coś!- ton głosu panny Potter przybrał płaczliwego tonu.
-Ja..-Rose powstrzymywała łzy- ja może pójdę już do przedziału prefektów-spuściła wzrok i więcej się nie odzywając wyszła.
W połowie drogi zatrzymał ją starszy kuzyn.
-Rosie, wszystko w porządku?-spytał czule-Znasz Lily, wiesz jaka jest, nie powinnaś się przejmować tym co mówi- przyciągnął do siebie rudowłosą i przytulił.
-Jest dobrze, nie przejmuję się- skłamała i chciała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego tylko grymas-Muszę już iść do innych prefektów.
-Dobrze, ale musisz obiecać, że wrócimy do tej rozmowy- spojrzał uważnie na nią.
-James..-zaczęła, ale on jej przerwał
-Obiecaj!-powiedział stanowczo
-No dobrze obiecuję-mruknęła niezadowolona chcąc zakończyć temat- A teraz zejdź mi z drogi- rzuciła i minęła go.
Stał tam jeszcze chwilę patrząc jak burza rudych loków znika w oddali, a potem wrócił w swoją stronę.
Poczuła łzy pod powiekami. Zaczęły spływać po policzkach. Jedna, druga, trzecia. Pozwoliła im na to. Chciała dać upust złości. Zacisnęła mocno powieki by nie zaszlochać kiedy się z kimś zderzyła.
-Przepraszam, nie widzia..-urwałą patrząc na osobę do której mówiła. Zaklęła głośno. Przed nią na podłodze w pociągu siedział Scorpius Malfoy. Jej wróg.
-No proszę, Wesley i przeprosiny- rzucił drwiąco wstając.
-No cóż.. widocznie pomyliłam cię z osobą, którą warto przepraszać!- ostatnie słowa wypowiedziała z naciskiem. Chciała również, żeby ton jej głosu był chłodny, ale nie mogła się na niego zdobyć kiedy łzy paliły ją pod powiekami. Nie uszło to uwadze Ślizgona.
-Co ty.. płaczesz?-Jego zimne dotąd oczy nagle złagodniały.
-A co cię to w ogóle obchodzi?-wstała i otrzepując spodnie rzuciłą jeszcze-Myślałam, że nie obchodzi cię nic co ma związek ze szlamami.
Spodziewała się teraz z jego strony jakiejś obelgi jednakże zrobił coś czego nigdy w życiu by się nie spodziewała
-Nie nazywaj się-mruknął ledwie słyszalnie widocznie upokorzony tym, że z jego ust padły takie słowa- Idziesz może do przedziału prefektów?- szybko zmienił temat.
-Tak..-przemówiła niepewnym głosem patrząc na niego ze zdziwieniem.
-To jesteśmy na siebie skazani- mruknął niezadowolony ruszając w stronę do, której zmierzała dziewczyna-Idziesz?-spytał chłodno zauważywszy, że Gryfonka stoi jeszcze w tym samym miejscu patrząc na niego.
-Jasne..- warknęła dziewczyna przechodząc obok niego i nie zaszczycając go spojrzeniem.
Szli tak razem w ciszy, kiedy Malfoy nagle zabrał głos:
-Masz-przetransmutował swoją kartę z czarodziejem, którą wyjął z kieszeni w chusteczkę higieniczną- jeśli już muszę pokazywać się z tobą publicznie to chociaż doprowadź się do porządku.
Dziewczyna spostrzegła się, że na policzkach ma ślady po rozmazanym tuszu.Wyrwała mu chusteczkę z ręki i zaczęła się wycierać.
Kiedy dotarli na miejsce Scorpius, o dziwo usiadł obok Rose co zdziwiło nie tylko ją, ale także wszystkich innych zebranych prefektów. Kate Parkinson-druga prefekt Slytherinu spojrzała na chłopaka podnosząc pytająco brwi. On tylko wzruszył ramionami i ułożył się wygodnie na krześle.
Po omówieniu ważnych dla prefektów spraw Rose ruszyła w swoja stronę by zdążyć się przebrać. Kiedy szła ktoś niespodziewanie chwycił ją za ramię. Spojrzała w górę i napotkała spojrzenie zimnych jak lód oczu.
-Czego?-warknęła.
-A może milej co Wesley?-Scorpius zmrużył gniewnie oczy.
-Milej? Do ciebie?- Gryfonka prychnęła i już chciała go wyminąć kiedy chwycił ją za nadgarstki i przycisnął do ściany pociągu.
-Słuchaj no ruda-wysyczał-nie uśmiecha mi się spędzać swojego cennego czasu na siedzenie tu z tobą-chcę ci tylko powiedzieć, że nikt nie ma prawa dowiedzieć się o naszej poprzedniej rozmowie rozumiuesz?!
Dziewczyna chciała mu się wrwać jednak jego uścisk był mocniejszy. Musiała unieść głowę, żeby spojrzeć mu w oczy, ponieważ chłopak był znacznie od niej wyższy.
-Puszczaj mnie Malfoy!- wycedziła
-O ile nikt nie dowie się o naszej rozmowie-ton jego głosu przybrał łagodniejszą barwę-Muszę dbać o reputację-posłął jej jeden z tych uśmiechów na co połowa dziewczyn w zamku dałaby się zabić.
-Jesteś skończonym, egoistycznym dupkiem! Nigdy nie rozmawiałabym z kimś o tak beznadziejnej osobie jaką jesteś ty!-rzuciła mu mordercze spojrzenie.
Po tym wyznaniu jakby uspokoił się i zmniejszył uścisk co Gryfonka wykorzystała i zręcznie mu się wywinęła ruszając przed siebie.
Coś wewnątrz Scorpiusa Malfoya jakby naklazało mu pobiec za dziewczyną, przeprosić, ale uznał to za idioctwo. On nigdy nie przeprasza. Nikogo. A w szczególności kogoś pokroju Wesleyów.
Ostatnio jednak dziwnie się zachowywał. No bo jak inaczej wytłumaczyć to, ze zaczynał zauważać w rudowłosej Gryfonce rzeczy, na które w poprzednich latach w ogóle nie zwracał uwagi? Na przykład nie uszedł uwadze Ślizgona fakt, że przez wakacje znacznie urosły jej włosy. Wtedy- sięgające do ramion, teraz- opadały do połowy pleców. Widział również, że kiedy się uśmiecha na jej policzkach wstępują delikatne dołeczki, a kiedy jest czymś speszona lub zakłopotana-rumieni się. Przez wakacje nabrała bardziej kobiecych kształtów, i również ubierała się poważniej .Wszystko to dopełniał delikatnym makijażem przez co wielu chłopców w zamku oglądało się za nią lub patrzyli tęsknym wzrokiem w jej stronę. Kiedyś przyłapał nawet jak jakaś para Ślizgonów rozmawiała o niej, pzrez co zaraz ich skrzyczał. Ale później zacząl zastanawiac się nad tym i stwierdził [oczywiście w myślach], że musi przyznać iż młoda Wesley'ówna jest nawet ładna i gdyby nie fakt, że jej nienawidzi mógłby zaszczycić ją swoim spojrzeniem.
Po chwili chwycił się za głowę przyłapany na tym, że myśli dłużej niż kilka sekund o Gryfonce. Pokręcił z niedowierzaniem głową i spojrzał na zegarek. Niedługo wysiadamy,czas przebrać się w szkolne szaty jeśli nie chcę spóźnić się na powitalną ucztę-pomyślał i odszedł w stronę swojego przedziału.
Rose szła zaciskając pięści na wspomnienie spotkania Ślizgońskiego blondyna. Co on sobie myślał?-wściekła zadawała sobie to pytanie- Uważa, że może mi rozkazywać? Owszem, nikomu nie powie o tym, że przez chwilę zachowywał się w miarę normalnie, ale nie ze względu na niego. Gdyby chciała już by ktoś o tym wiedział jednak znała Scorpiusa na tyle długo by wiedzieć, że zaraz się wszystkiego wyprze i powie, że rozpowiada to dlatego, że na niego leci. Co by sobie ludzie pomyśleli? Uwierzyliby mu bo to jest przecież "Boski Malfoy". Prychnęła. Zaczęła zakładać szkolne szaty nie myśląc więcej o Ślizgonie.
Kiedy pociąg zatrzymał się James jako jeden z pierwszych osób wyszedł na zewnątrz. Odetchnął świeżym powietrzem i od razu jego wzrok napotkał spojrzenie pół-olbrzyma, jednego z najlepszych osób spotkanych w Hogwarcie- Hagrida. Stał z lampą i nawoływał jak co roku:
-Pirszoroczni! Pirszoroczni za mną!
Od lat Hagrid prowadził najmłodszych do zamku łódkami przez jezioro. James pamiętał jak był oczarowany tą tradycją kiedy po raz pierwszy wszedł do drewnianej łódki i mknąc przez ciemną toń jeziora obserwował z zachwytem wieże Hogwartu.
Kiedy tak to wspominał poczuł, że ktoś rzuca mu się na szyję. Chłopak nie spodziewał się tego przez co w wyniku oboje upadli na ziemię. James spojrzał na blondynkę o niesamowicie niebieskich oczach. Na imię miała Emily. Była Ślizgonką przez co niektórzy ludzie będący świadkami zdarzenia zaczęli patrzeć po sobie i nerwowo szeptać.
-Em!-James wysyczał rozglądając się po bokach- mieliśmy uważać- spojrzał jej w oczy na co ona wzruszyłąa ramionami widocznie rozbawiona całą sytuacją.
Gryfon pokręcił tylko głową i kiedy nie byli już w zasięgu wścibskich spojrzeń przybliżył ją do siebie i pocałował.
Musieli się ukrywać, ponieważ należeli do dwóch rywalizujących ze sobą domów. Gdyby ktoś rozpowiedział musieliby zakończyć związek nie narażając się bardziej. Tylko Rose wiedziała, że para się spotyka. To również Gryfonka przyczyniła się do ich spotkań zachęcając Jamesa i przekonując, że prawdziwa miłość może przetrwać nawet wtedy kiedy wszyscy są temu przeciwni. Dużo rozmawiała z kuzynem, doradzała mu, pomagała. Nawet najlepszy przyjaciel Emily- Scorpius Malfoy nie wiedział o tym iże Ślizgona miała romans z Gryfonem. Nie przeżyłby tego i kazałby dziewczynie zerwać jakiekolwiek kontakty z Potterem. Rose to akceptowała i nawet polubiła Emily.
Ale i tak była to miłość zakazana. Niestety.
-Co u ciebie? Jak podróż?-spytał odrywając się od niej i patrząc w ulubione oczy.
-Byłoby znacznie lepiej gdyby nie to, że pewien chłopak traktował mnie jak powietrze- wyrwała mu się i odwróciła plecami zakładając ręce na piersiach.
-Oh Em, to nie tak..-James podszedł do dziewczyny i próbował ją objąć jednak blondynka była nieustępliwa. Westchnął.
-Emily przecież wiesz, że nie możemy pokazywać się razem. Nasze domy...-zaczął jednak dziewczyna odwróciła się i przerwała mu drżącym głosem:
-Tak, już to słyszałam mnóstwo razy: Nasze domy tego nie zniosą, nikt nie może się dowiedzieć, Gryffiondor i Slytherin to i tamto- wyliczała mrużąc gniewnie oczy.
-To nie tak kochanie-podszedł do niej chwytając niebieskooką za ręce i patrząc na nią jednak dziewczyna odwracała wzrok-wiesz, że mi na tobie zależy, po prostu...-chwycił ją delikatnie za podbródek, tak żeby spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się.
-Jesteś piękna jak się złościsz-przybliżył twarz tak, że dotykali się czołami.
-Nie zmieniaj tematu-przewróciła oczami, ale kąciki jej ust lekko drgnęły-może już chodźmy w stronę szkoły bo powozy dawno odjechały.
Chłopak zaklął spoglądając w stronę szkoły. Co powiedzą inni jak wejdą RAZEM spóźnieni do Wielkiej Sali. Dziewczyna jakby czytała w jego myślach, nagle spochmurniała. Chcąc to naprawić chwycił ją za rękę i powiedział:
-Chodźmy już.
Ślizgonka delikatnie się uśmiechnęła, ale James widział w jej oczach trochę smutku.
Po chwili szli razem za ręce śmiejąc się i rozmawiając jak dawniej nie wspominając już o wcześniejszej kłótni.
Rose usiadła w powozie razem z bratem, kuzynem i ich wspólnymi przyjaciółmi: Izyy, Charliem i Mattie.
Charlie i Izzy byli rodzeństwem w Gryffindorze. Na pierwszy rzut oka nie byli podobni, ale gdyby bliżej spojrzeć można byłoby dostrzec trochę podobieństwa. Są to dzieci Luny i Nevilla Longbottomów. Izzy-identyczna jak matka: długie, jasne, blond, kręcone włosy opadające na plecy i rozmarzone błękitne oczy. Charakter również odziedziczyła po Lunie: trochę dziwne, ale intrygujące zachowanie oraz zawsze wyciągnięta dłoń w stronę przyjaciół.
Charlie był kopią ojca: krótkie, brązowe włosy opadające niedbale na czoło i serdeczny uśmiech. Razem z Jamesem, Hugonem i Albusem zajmowali się dowcipami w Hogwarcie. Był na tym samym roku co James, a jego siostra na 4 tak jak Hugon i Lily.
Mattie Corner-córka Cho i Michaela Cornerów. Jest to śliczna Krukonką o długich, prostych prawie czarnych włosach do pasa, nieskazitelnej cerze i tajemniczych, ciemnych oczach. Jej uroda powalała chyba każdego. W Ravenclawie była na 5 roku, a więc w wieku Albusa i Lily.
Rose spojrzała na przyjaciół. Izzy i Mattie zajęły się widocznie śmieszną historią, gdyż co pewien czas wybuchały głośnym śmiechem. Chłopcy byli tak pochłonięci dyskretną rozmową, że nawet nie zauważyli iż brakuje jednego z nich.Kiedy dotarli do zamku od razu ruszyli w stronę Wielkiej Sali.
W tym samym czasie pewien ciemnowłosy Gryfon i blond Ślizgonka trzymając się za ręcę puścili się biegiem przez wielkie krzewy kierując się w stronę wierzy zamku.
-Poczekaj, zatrzymajmy się!-krzyknęła dziewczyna puszczając rękę chłopaka i dysząc ze zmęczenia przystanęła- Wiedziałam, że ten cały twój "skrót" okaże się beznadziejny- pokręciła głową patrząc na rozbawionego Gryfona.
-Nie mów, że już się zmęczyłaś, jesteś przecież ścigającą Ślizgonów- zaśmiewał się z niej Potter.
-Takie to zabawne?-spytała z ironią-W takim razie masz za swoje!- móiąc to chwyciłą garść liści leżących na ziemi i rzuciła nimi w chłopaka
-To nie było fair- zmrużył oczy Gryfon otrzepując się by po chwili rzucić liśćmi w dziewczynę.
Ta pisnęła i zaczęła uciekać, a po chwili gonili się po polanie na którą trafili obrzucając się nawzajem wszystkim co zerwali. Po 5 minutach padli ze zmęczenia obok siebie na trawię z uśmiechami na ustach. Leżeli tak jeszcze przez chwilę po czym postanowili wracać na Powitalną Ucztę.
-Całe szczęście Filch nie zamknął jeszcze bramy- mruknęła Emily przechodząc pod bramą Hogwartu.
Stanęli przed drzwiami WS. Nagle do Jamesa doszło, że nie mogą tak po prostu wejść RAZEM. Co wszyscy pomyślą? Już chciał zaprotestować kiedy Emily głośno popchnęła drzwi.
Rose usiadłą na swoim standardowym miejscu na przeciwko brata, a obok niej znajdowała się mała luka gdyż powinien tam teraz siedzieć jej najstarszy kuzyn. Inni chyba również zauważyli zniknięcie Pottera, gdyż spoglądali na jego miejsce marszcząc brwi.
-Hm.. Myślicie, że planuje coś bez nas?-spytał cicho Albus.
-Bez nas?-prychnął Hugo-wątpię.
-Hugo ma rację-odezwał się Charlie-pewnie robi sobie wielkie wejście-zaśmiał się.
Jakby na potwierdzenie tych słów drzwi Wielkiej Sali otworzyły się ze skrzypnięciem, a w nich stanęła dwójka nastolatków całych w ziemi i liściach. Na domiar złęgo-Gryfon i Ślizgonka.
-James, ty kretynie..-jęknęła Rose tak, żeby nikt jej nie usłyszał.
W Wielkiej Sali zrobiło się cicho, a uczniowie z zaciekawieniem spoglądali w ich stronę. Para się zarumieniła widząc, że stali się obiektem zainteresowania i pośpiesznie ruszyli w dwie różne strony żeby zająć swoje miejsca.
James Potter czuł na sobie baczne spojrzenie kuzynki jednak uparcie wpatrywał się w swój talerz. Gryfonka zrezygnowana spojrzała na stół Slytherinu i napotkała wzrok Scorpiusa. Kiedy zauważył, że miejsce obok niej zajęła Emily zaczął do niej mówić z ożywieniem. Rose wiedziała o czym rozmawiają.
Scorpius Malfoy nie mógł uwierzyć w to co widzi. Jego najlepsza przyjaciółka spędzała niedawno czas z jednym z tych zdrajców krwi. Spojrzał tylko w stronę stolika Gryfonów i w tym samym momencie spojrzałą na niego Wesley. Tak szybko jak na nią spojrzał, odwrócił wzrok, gdyż na miejsce obok niego usadowiła się Emily. Zaraz zaczął zasypywać ją pytaniami:
-Gdzieś ty była? Zająłem ci miejsce w powozie. I dlaczego, na Merlina byłaś z tym Potterem?- wysyczał mrużąc gniewnie oczy.
Dziewczyna zarumieniła się, ale szybko odwróciła głowę.
-Nie byłam z nim. Spotkałam go tylko przy wejściu-skłamała gładko.
-Tak? To dlaczego oboje wyglądacie jakbyście się tarzali po ziemi?-nie dawał za wydraną Malfoy.
-Przestań w końcu!-oburzyła się dziewczyna odwracając się do niego i patrząc w zimne jak lód oczy-Czemu ty ich tak bardzo nienawidzisz?-pokręciła smutno głową Ślizgonka
-Ponieważ to zwykłe szlamy-wycedził.
Dziewczyna słysząc to określenie skrzywiła się
-Wiesz przecież, że nienawidzę tych określeń-wbiła wzrok w podłogę-czy jak powiem, że nic mnie z nim nie łaćzy to mi odpuścisz- podniosła głowę patrząc na niego z nadzieją.
-Czasami zastanawiam się jakim cudem jesteś w Slutherinie- westchnął blondyn.
Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale w tym momencie wstała dyrektorka Minerwa McGonagall
-Witam was uczniowie w kolejnym roku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie....
Ogłosiła to co roku i nadszedł czas na przydzielenie do domów nowych uczniów. W tym roku do Hogwartu przystąpiła młodsza siostra Scorpiusa-- Jenny.
Młodzi uczniowie szli pojedynczo prowadzeni przez dyrektorkę. Minerwa położyła Tiarę Przydziału na stołek, a ta zaczęła śpiewać jak każdego roku nową piosenkę
Po skończeniu czarownica wzięła do ręki zwinięty pergamin, otworzyła go i wyczytała pierwsze nazwisko:
-Allen Matthew!
Niski ciemnowłosy chłopak o zaciekawionym spojrzeniu ruszył śmiało w stronę stołka gdzie profesor McGonagall założyła mu na głowę Tiarę Prydziału,a ta po chwili wykrzyczała:
-GRFYFFINDOR!
Przy stole Gryfonów słyszalne były oklaski i wiwaty, a kiedy chłopiec zajął swoje miejsce wszyscy poklepywali mu plecy i gratulowali.
-Davids Katherine!-czarownica wyczytałą kolejne nazwisko, a drobna dziewczynka o rudych włosach zajęła miejsce na stołku.
Tiara Przydziału po chwili zastanowienia oznajmiła:
-RAVENCLAW!
Okrzyki Krukonów słyszalne były w całej Wielkiej Sali.
Następni uczniowie kierowali się do Tiary wyczytywani przez dyrektorkę.
Hufflepuff, Slytherin, Slytherin, Ravenclaw, Gryffindor, Hufflepuff
Scorpius wychylił się i zobaczył swoją siostrzyczkę. Uśmiechnął się kiedy usłyszał, że zostaje wyczytana:
-Malfoy Jennifer!
Rose spojrzałą zaciekawiona w stronę drobnej dziewczynki o długich, blond włoskach uczesanych w grubego warkocza i przestraszonych stalowo szarych oczach.
A więc Malfoy ma siostrę -powiedziała do siebie Gryfonka.
Emily ścisnęła rękę Scorpiusa dodając mu otuchy. Niepotrzebnie-pomyślał Ślizgon-dobrze wiedział, że jego siostrzyczka będzię razem z nimi w Slytherinie.
-Kolejny Malfoy, super-mruknął Charlie na co James wybuchnął śmiechem.
-Uspokójcie się!-syknęła Rosea, a oni spojrzeli na nią pytająco. Udawała, że tego nie widzi i spojrzała jak młoda Malfoy-ówna siada powoli na stołku i nakłada Tiarę Przydziału.
Długo się zastanawiała. Podejrzanie długo. Po 5 minutach zaczęły się szepty, ponieważ jeszcze żaden uczeń tak długo nie czekał na przydzielenie do domu. Scorpius zaczął się denerwować i spojrzał z niepokojem na przyjaciółkę jednak ta przygryzła wargę i na niego nie patrzyła.
Długo się zastanawiała. Podejrzanie długo. Po 5 minutach zaczęły się szepty, ponieważ jeszcze żaden uczeń tak długo nie czekał na przydzielenie do domu. Scorpius zaczął się denerwować i spojrzał z niepokojem na przyjaciółkę jednak ta przygryzła wargę i na niego nie patrzyła.
Po chwili, która dla Malfoya wydawała się wiecznością Tiara wydała z siebie okrzyk tak głośny, że odbijał się echem po pustych korytarzach zamku:
-GRYFFINDOR!
Nastała martwa cisza, a oczy wszystkich uczniów zwrócone były na dziewczynkę. Nigdy w historii rodu Malfoyów nie zdarzyła się osoba, która trafiła gdzie indziej niż dom węża. Emily pobladła i ścisnęła rękę Scorpiusa tak mocno, że jej paznokcie wbiły mu się w dłoń.
Ciszę przerwał odgłos tłuczonego kielicha, który wypadł blondynowi.
********
Wreszcie skończyłam! Szczerze mówiąc jestem zadowolona, a Wy? ;)
Wiem, że niektóre źródła podają, że Neville nie poślubił Luny ( :c ), ale ja bardzo lubię ten paring więc postanowiłam uczynić ich rodzicami 2 bohaterów ;)
Mam nadzieję, że wena mnie nie opuści i niedługo będę mogła napisać dla Was kolejny rozdział :))
niedziela, 22 września 2013
Mała kłótnia i powrót do drugiego domu :)
UWAGA! MAŁA ZMIANKA. ROSE, SCORPIUS ORAZ ALBUS ZACZYNAJĄ 5 ROK, A JAMES 6.
ZMIENIŁAM, PONIEWAŻ NIE CHCĘ ŻEBY JAMES ZA SZYBKO ICH OPUSZCZAŁ ;)
MIŁEGO CZYTANIA <3
******
Pierwsze promienie słońca przedarły się przez okno na poddaszu pewnego, niewielkiego domu.
Oświetliły pokój, który byłby na pozór normalny gdyby nie parę zaskakująco dziwnych rzeczy.No bo jak wytłumaczyć to, że na komodzie obok łóżka stoi klatka z sową smacznie śpiącą wtulając główkę w śnieżnobiałe skrzydełka? Albo walające się po biurku pergaminy z różnego rodzaju piórami w butelkach atramentu?
Na ziemi w małe stosiki ułożone księgi w różnego rodzajach okładkach i dziwnych tytułach. A na małym stoliku nocnym leży coś dziwnie przypominające.. różdżkę?
Tak, to nie może być zwyczajny pokój.
Pomimo tego inne rzeczy były normalne: zwyczajna szafa, zwyczajne ściany z różnymi plakatami, zwyczajna toaletka ze stosem kosmetyków i zdjęć przyjaciół wetkniętych w lustro. A na zwyczajnym łóżku, na poduszce ułożone były niedbale długie rudę włosy przykrywając twarz pewnej młodej czarodziejki.
Promyki słońca połaskotały ją w twarz, przeciągnęła się by za chwilę usłyszeć łomotanie w drzwi swojego pokoju
-ROSIEEE! Wstawaj! Za godzinę wychodzimy!- dobiegł ją głos młodszego brata.
Ruda na te słowa podniosła się chyba za gwałtownie, gdyż w wyniku spadła głośno z łóżka. Rzuciła się do drzwi i szybkim ruchem je otworzyła.
ZMIENIŁAM, PONIEWAŻ NIE CHCĘ ŻEBY JAMES ZA SZYBKO ICH OPUSZCZAŁ ;)
MIŁEGO CZYTANIA <3
******
Pierwsze promienie słońca przedarły się przez okno na poddaszu pewnego, niewielkiego domu.
Oświetliły pokój, który byłby na pozór normalny gdyby nie parę zaskakująco dziwnych rzeczy.No bo jak wytłumaczyć to, że na komodzie obok łóżka stoi klatka z sową smacznie śpiącą wtulając główkę w śnieżnobiałe skrzydełka? Albo walające się po biurku pergaminy z różnego rodzaju piórami w butelkach atramentu?
Na ziemi w małe stosiki ułożone księgi w różnego rodzajach okładkach i dziwnych tytułach. A na małym stoliku nocnym leży coś dziwnie przypominające.. różdżkę?
Tak, to nie może być zwyczajny pokój.
Pomimo tego inne rzeczy były normalne: zwyczajna szafa, zwyczajne ściany z różnymi plakatami, zwyczajna toaletka ze stosem kosmetyków i zdjęć przyjaciół wetkniętych w lustro. A na zwyczajnym łóżku, na poduszce ułożone były niedbale długie rudę włosy przykrywając twarz pewnej młodej czarodziejki.
Promyki słońca połaskotały ją w twarz, przeciągnęła się by za chwilę usłyszeć łomotanie w drzwi swojego pokoju
-ROSIEEE! Wstawaj! Za godzinę wychodzimy!- dobiegł ją głos młodszego brata.
Ruda na te słowa podniosła się chyba za gwałtownie, gdyż w wyniku spadła głośno z łóżka. Rzuciła się do drzwi i szybkim ruchem je otworzyła.
Młody Hugon Wesley właśnie kończył pakowanie szat do szkolnego kufra. Upchnął ostatnią z nich i zatrzaskując zamknięcie usiadł pogrążając się we własnych myślach.
To będzie jego 4 rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, a jego siostry-5 Nie może się już doczekać przejścia na peron 9 i 3/4 przez stację King’s Cross. Chce już spotkać się ze swoimi przyjaciółmi: Jamesem, Albusem i Lily. Najlepszy kontakt miał z dwójką młodszych Potterów, gdyż James był blisko z Rose. Ale nie, żeby wcale się nie lubili z Jamesem. Po prostu jego kuzyn miał lepszy kontakt z jego siostrą i tyle. Znają się wszyscy od dziecka, ponieważ oprócz tego, że są rodziną to ich rodzice są najlepszymi przyjaciółmi od czasu ich pobytu w Hogwarcie. Hugo tak jak jego siostra i kuzyni uważał magiczną szkołę za swój drugi dom. Przypomniał sobie klimaty uczt w Wielkiej Sali, wieczornych przechadzek po zamku ukryty pod peleryną niewidką Jamesa, która służyła by nie narazić się Filtchowi, widok Hagrida zawsze służącego pomocą i zapraszającego na herbatkę do swojej chatki na błoniach. Częstował ich wtedy swoimi ciasteczkami, które nie dość, że były wielkości dużego kamienia to na ich nieszczęście również tak smakowały. Tak, Hagrid nie był mistrzem wypieków. Na tę myśl chłopak uśmiechnął się lekko. Niedługo znów będzie w domu.
Z rozmyślań wyrwało go pukanie do drzwi pokoju.
-Proszę-odpowiedział chłopak.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł z uśmiechem na twarzy jego ojciec, auror Ronald Wesley. Jest jedną z najsławniejszych osób po tym jak przyczynił się do obalenia Lorda Voldemorta. Choć brało w tym udział dużo osób to właśnie najbardziej zapamiętano jego, matkę Hugona oraz ich wujka Harry'ego. Mieli oni do czynienia z Riddle'em przez wszystkie lata ich nauki w Hogwarcie, a w ostatnim nawet opuścili szkołę na rzecz znalezienia horkruksów. Później z kolei wzięli udział w II Bitwie o Hogwart, w której Czarny Pan został unicestwiony. Po tym wydarzeniu świat czarodziejów się zmienił. Śmierciożerców, którzy przeżyli lub nie zdołali uciec zamknięto w Azkabanie dożywotnio, Hogwart został odbudowany, a status krwi nie jest już ważny.
-Cześć synu- powiedziawszy to zmierzwił mu rude włosy i usiadł na przeciwko niego w małym, zielonym fotelu- I jak gotowy do kolejnego roku?- spytał z uśmiechem.
-Jak zawsze-wyszczerzył zęby Hugon. Ojciec spojrzał na niego badawczo i powiedział:
-Oh Hugo, to już twój 4 rok, a ja pamiętam jak niosłem cię na rękach, gdy odprowadzaliśmy twoją siostrę gdy dopiero zaczynała.
-Tato..-pokręcił z zażenowaniem głowę- nie zaczynaj tego znowu. Już i tak słyszę to co roku.
-No dobrze, dobrze. Zapomniałem, że jesteś już prawie dorosły- zaczął się bronić pan Wesley.
-Szkoda, że jako dorosłej nie uważasz Rose- chłopak zmrużył oczy broniąc swojej siostry, której pomimo tego, że była starsza od niego o rok, ojciec uważał za dziecko.
-Rose wydaje się tylko dorosła. Trzeba o nią zadbać, gdyż nic nie wie jeszcze o życiu-pokręcił z dezaprobatą mężczyzna.
-Oj tato..-chłopak wniósł oczy do góry.
-Eh widzę, że nie masz zbytnio ochoty na rozmowę ze starym ojcem- Pan Wesley ze smutną miną wstał i kierował się do wyjścia.
-Tato to nie tak..-zaczął zmieszany Hugo- nie chciałem byś źle to zrozumiał.
-Już dobrze. Nie mam ci niczego za złe- mężczyzna uśmiechnął się choć Hugo widział w jego oczach smutek.
-Mama zrobiła śniadanie. Lepiej zejdź na dół i zjedz trochę bo znów będzie się zamartwiać, że będziesz głodny. Znasz ją- mrugnął i już chciał wychodzić kiedy odwrócił się i rzucił przez ramię-I obudź siostrę bo jak tak dalej pójdzie to przez nią spóźnimy się na pociąg -uśmiechnął się i wyszedł zostawiając syna z wyrzutami sumienia.
Siedział tak jeszcze chwilę bawiąc się różdżką, ale zaraz przypomniał sobie o siostrze więc ruszył do jej pokoju. Cisza podpowiadała mu, że siostrzyczka jeszcze śpi więc nie myśląc załomotał w drzwi wołając:
- ROSIEEE! Wstawaj! Za godzinę wychodzimy!
Usłyszał dźwięk, który wskazywał, że chyba spadła z łóżka. Głośne kroki, szarpnięcie drzwi i już przed nim stała jego siostra. Choć była starsza o rok to on i tak przeważał ją znacznie wzrostem. Poczochrane, rude włosy opadały jej na plecy, a czekoladowe oczy identyczne jak u ich matki, patrzyły na niego przestraszone
-Jak to za godzinę?! Nie zdążę! Dlaczego dopiero teraz mi to mówisz?!- odpowiedziała lekko zdenerwowana. Chłopak wzruszył tylko ramionami i posłał jej uśmieszek mówiący, że trochę mu się zapomniało.
-Właź do środka i mi pomóż, a nie tak stoisz!- mówiąc to pociągnęła go do swego pokoju.
To będzie jego 4 rok nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, a jego siostry-5 Nie może się już doczekać przejścia na peron 9 i 3/4 przez stację King’s Cross. Chce już spotkać się ze swoimi przyjaciółmi: Jamesem, Albusem i Lily. Najlepszy kontakt miał z dwójką młodszych Potterów, gdyż James był blisko z Rose. Ale nie, żeby wcale się nie lubili z Jamesem. Po prostu jego kuzyn miał lepszy kontakt z jego siostrą i tyle. Znają się wszyscy od dziecka, ponieważ oprócz tego, że są rodziną to ich rodzice są najlepszymi przyjaciółmi od czasu ich pobytu w Hogwarcie. Hugo tak jak jego siostra i kuzyni uważał magiczną szkołę za swój drugi dom. Przypomniał sobie klimaty uczt w Wielkiej Sali, wieczornych przechadzek po zamku ukryty pod peleryną niewidką Jamesa, która służyła by nie narazić się Filtchowi, widok Hagrida zawsze służącego pomocą i zapraszającego na herbatkę do swojej chatki na błoniach. Częstował ich wtedy swoimi ciasteczkami, które nie dość, że były wielkości dużego kamienia to na ich nieszczęście również tak smakowały. Tak, Hagrid nie był mistrzem wypieków. Na tę myśl chłopak uśmiechnął się lekko. Niedługo znów będzie w domu.
Z rozmyślań wyrwało go pukanie do drzwi pokoju.
-Proszę-odpowiedział chłopak.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł z uśmiechem na twarzy jego ojciec, auror Ronald Wesley. Jest jedną z najsławniejszych osób po tym jak przyczynił się do obalenia Lorda Voldemorta. Choć brało w tym udział dużo osób to właśnie najbardziej zapamiętano jego, matkę Hugona oraz ich wujka Harry'ego. Mieli oni do czynienia z Riddle'em przez wszystkie lata ich nauki w Hogwarcie, a w ostatnim nawet opuścili szkołę na rzecz znalezienia horkruksów. Później z kolei wzięli udział w II Bitwie o Hogwart, w której Czarny Pan został unicestwiony. Po tym wydarzeniu świat czarodziejów się zmienił. Śmierciożerców, którzy przeżyli lub nie zdołali uciec zamknięto w Azkabanie dożywotnio, Hogwart został odbudowany, a status krwi nie jest już ważny.
-Cześć synu- powiedziawszy to zmierzwił mu rude włosy i usiadł na przeciwko niego w małym, zielonym fotelu- I jak gotowy do kolejnego roku?- spytał z uśmiechem.
-Jak zawsze-wyszczerzył zęby Hugon. Ojciec spojrzał na niego badawczo i powiedział:
-Oh Hugo, to już twój 4 rok, a ja pamiętam jak niosłem cię na rękach, gdy odprowadzaliśmy twoją siostrę gdy dopiero zaczynała.
-Tato..-pokręcił z zażenowaniem głowę- nie zaczynaj tego znowu. Już i tak słyszę to co roku.
-No dobrze, dobrze. Zapomniałem, że jesteś już prawie dorosły- zaczął się bronić pan Wesley.
-Szkoda, że jako dorosłej nie uważasz Rose- chłopak zmrużył oczy broniąc swojej siostry, której pomimo tego, że była starsza od niego o rok, ojciec uważał za dziecko.
-Rose wydaje się tylko dorosła. Trzeba o nią zadbać, gdyż nic nie wie jeszcze o życiu-pokręcił z dezaprobatą mężczyzna.
-Oj tato..-chłopak wniósł oczy do góry.
-Eh widzę, że nie masz zbytnio ochoty na rozmowę ze starym ojcem- Pan Wesley ze smutną miną wstał i kierował się do wyjścia.
-Tato to nie tak..-zaczął zmieszany Hugo- nie chciałem byś źle to zrozumiał.
-Już dobrze. Nie mam ci niczego za złe- mężczyzna uśmiechnął się choć Hugo widział w jego oczach smutek.
-Mama zrobiła śniadanie. Lepiej zejdź na dół i zjedz trochę bo znów będzie się zamartwiać, że będziesz głodny. Znasz ją- mrugnął i już chciał wychodzić kiedy odwrócił się i rzucił przez ramię-I obudź siostrę bo jak tak dalej pójdzie to przez nią spóźnimy się na pociąg -uśmiechnął się i wyszedł zostawiając syna z wyrzutami sumienia.
Siedział tak jeszcze chwilę bawiąc się różdżką, ale zaraz przypomniał sobie o siostrze więc ruszył do jej pokoju. Cisza podpowiadała mu, że siostrzyczka jeszcze śpi więc nie myśląc załomotał w drzwi wołając:
- ROSIEEE! Wstawaj! Za godzinę wychodzimy!
Usłyszał dźwięk, który wskazywał, że chyba spadła z łóżka. Głośne kroki, szarpnięcie drzwi i już przed nim stała jego siostra. Choć była starsza o rok to on i tak przeważał ją znacznie wzrostem. Poczochrane, rude włosy opadały jej na plecy, a czekoladowe oczy identyczne jak u ich matki, patrzyły na niego przestraszone
-Jak to za godzinę?! Nie zdążę! Dlaczego dopiero teraz mi to mówisz?!- odpowiedziała lekko zdenerwowana. Chłopak wzruszył tylko ramionami i posłał jej uśmieszek mówiący, że trochę mu się zapomniało.
-Właź do środka i mi pomóż, a nie tak stoisz!- mówiąc to pociągnęła go do swego pokoju.
O nie, nie, nie! Nie mogę się spóźnić-pomyślała Rose wlokąc za sobą brata. Poprosiła go, żeby pomógł jej w pakowaniu ostatnich rzeczy do kufra,a ona sama wyczarowując małą ściankę zaczęła się przebierać. Wybrała szare spodnie i granatowy, delikatny sweter. Włosy szybko przejechała szczotką robiąc mały nieład.
-No, no siostra, żeby takie rzeczy?- brat z kpiącym uśmieszkiem podniósł do góry jej czarny stanik z koronką. Rose zarumieniła się i różdżką przywołała do siebie część garderoby. Po kilku minutach i komentarzach ze strony Hugona na temat niektórych rzeczy siostry skończyli pakowanie. Hugo pomógł Rose znieść kufer na dół i oboje skierowali się do kuchni
-No, no siostra, żeby takie rzeczy?- brat z kpiącym uśmieszkiem podniósł do góry jej czarny stanik z koronką. Rose zarumieniła się i różdżką przywołała do siebie część garderoby. Po kilku minutach i komentarzach ze strony Hugona na temat niektórych rzeczy siostry skończyli pakowanie. Hugo pomógł Rose znieść kufer na dół i oboje skierowali się do kuchni
Hermiona Weasley krzątała się w kuchni od rana. Równocześnie nalewała soku i robiła tosty nucąc pod nosem ulubioną piosenkę. Po chwili spojrzała na zegar. Za pół godziny muszą wychodzić żeby zdążyć na pociąg. Ciekawe co teraz robią? Znając własne dzieci Rose jeszcze śpi, a Hugo lata po ogrodzie na miotle nie zważając, że może go zobaczyć jakiś mugol. Kobieta pokręciła głową-Ja przez nich kiedyś zwariuję-myśli i nie słyszy jak ktoś wchodzi i obejmuje ją w pasie.
-Hermiono, kochanie usiądź już. Jesteś na nogach od rana- zamruczał jej do ucha Ron.
-Ronaldzie czy ty sobie żartujesz?-ofuknęła go żona. Oni zaraz się spóźnią!
-Spokojnie, byłem przed chwilką u Hugona. Trochę pogadaliśmy, a później powiedziałem, żeby obudził siostrę. Sądząc po tym, że przed chwilą słyszałem jak się na niego wydziera, chyba jest już na nogach-uspokoił ją. Hermiona rozluźniła się i wtuliła w męża.
-Ciekawe co u Harry'ego i Ginny?-pomyślała na głos.
-Hermiono, kochanie usiądź już. Jesteś na nogach od rana- zamruczał jej do ucha Ron.
-Ronaldzie czy ty sobie żartujesz?-ofuknęła go żona. Oni zaraz się spóźnią!
-Spokojnie, byłem przed chwilką u Hugona. Trochę pogadaliśmy, a później powiedziałem, żeby obudził siostrę. Sądząc po tym, że przed chwilą słyszałem jak się na niego wydziera, chyba jest już na nogach-uspokoił ją. Hermiona rozluźniła się i wtuliła w męża.
-Ciekawe co u Harry'ego i Ginny?-pomyślała na głos.
W domu Potterów o dziwo panował spokój.
Lily i Albus po wcześniejszej kłótni o to kto pierwszy zajmie łazienkę uspokoili się trochę. Harry rozmawiał właśnie z córką na temat tego ile rzeczy bierze, a Ginny pomagała młodszemu synowi złapać jego sowę, która z wielką radością latała po całym pokoju nie dając się schwytać. Tylko James siedział w przedpokoju na swoim kufrze czekając aż jego rodzina się ogarnie i zejdzie na dół. Myślał również o Hogwarcie. To będzie jego przedostatni rok. Poczuł smutek, który zaraz przerodził sie w radość gdy pomyślał o tym ile zdąży zrobić kawałów, które razem z Albusem i Hugonem wymyślali od zawsze. W szkole zawsze z nich słynęli co przysporzyło im wielu szlabanów. James nie chciał już za 2 lata opuszczać Hogwartu. Kochał to miejsce. Pomyślał o tych wszystkich chwilach. Przypomniał tez sobie o tym, że niedługo ujrzy swoją kochaną kuzynkę Rose. Zawsze byli blisko. Od dzieciństwa. James wolał ją nawet od swojej siostry Lily. Niedługo znów ją uściska. Uśmiechnął się.
Lily i Albus po wcześniejszej kłótni o to kto pierwszy zajmie łazienkę uspokoili się trochę. Harry rozmawiał właśnie z córką na temat tego ile rzeczy bierze, a Ginny pomagała młodszemu synowi złapać jego sowę, która z wielką radością latała po całym pokoju nie dając się schwytać. Tylko James siedział w przedpokoju na swoim kufrze czekając aż jego rodzina się ogarnie i zejdzie na dół. Myślał również o Hogwarcie. To będzie jego przedostatni rok. Poczuł smutek, który zaraz przerodził sie w radość gdy pomyślał o tym ile zdąży zrobić kawałów, które razem z Albusem i Hugonem wymyślali od zawsze. W szkole zawsze z nich słynęli co przysporzyło im wielu szlabanów. James nie chciał już za 2 lata opuszczać Hogwartu. Kochał to miejsce. Pomyślał o tych wszystkich chwilach. Przypomniał tez sobie o tym, że niedługo ujrzy swoją kochaną kuzynkę Rose. Zawsze byli blisko. Od dzieciństwa. James wolał ją nawet od swojej siostry Lily. Niedługo znów ją uściska. Uśmiechnął się.
Rose i Hugo weszli do kuchni. Zastali tam obejmujących rodziców. Na ten widok spojrzeli po sobie i podnieśli palce do ust jakby mieli zaraz zwymiotować.
-Nie przerywamy?-spytał kpiąco Hugo i usiadł na swoim miejscu na przeciwko siostry.
-Oh jesteście- Hermiona odsunęła się od męża i podeszła ucałować dzieci.
Rose popatrzyła na matkę. Zawsze byłą dla niej wzorem. Gryfonka chciała być tak dobra w nauce jaka była Hermiona w czasach szkolnych. Ruda była niezmiernie dumna kiedy w szkole mówiono jej, że swoją wiedzą dorównuje matce, a trzeba przypomnieć, że Hermionę uważano za najmądrzejszą czarownicę od czasu samej Roweny Ravenclaw! Dlatego Rose na każdym przedmioce starała się zabłysnąć. Czasem rzecz jasna krew ją zalewała, gdy dziewczynę wygryzał sam Scorpius Malfoy. Jego Domem jest Slytherin, więc nic dziwnego, że był inteligentny, gdyż uczniowie Domu Węża szczycili się sprytem i ambicją. Jednakże Scorpius był zakochanym w sobie, egoistycznym arystokratą, zmieniającym dziewczyny jak rękawiczki. Już połowa dziewczyn z Hogwartu była na jego liście "zdobyczy". Mimo tego, że Rose musiała przyznać, że choć jest przystojny to szczerze go nienawidziła (z wzajemnością). Wszyscy w Hogwarcie wiedzieli, że młode pokolenie Weasleyów i Potterów mają na pieńku z Malfoyem. Nawet ich ojcowie darzą się nienawiścią już od czasów szkolnych. Ojciec Rose zawsze powtarzał, że ci ludzie są beznadziejnymi śmieciami prze co James patrzył na niego z uwielbieniem. Tylko matka Rose i ciocia Ginny twierdziły, że ludziom trzeba wybaczać. Jednak oni byli głusi na ich zdanie. Rose najbardziej dziwiła się matce. Wiedziała, że tata Scorpiusa-Dracon był dla niej okropny na każdym kroku. Wypominał jej, że urodziła się w mugolskiej rodzinie, nazywał szlamą (Rose skrzywiła się), a nawet patrzył bezczelnie jak była torturowana przez jego ciotkę Bellatrix. Do dzisiaj Hermiona ma na ręce bliznę układającą się w słowo „szlama”. Nienawidziła przez to Scorpiusa jeszcze bardziej. Zdziwiona, że zajmuje sobie myśli kimś takim jak ten wredny Ślizgon pokręciła głową.
-Coś się stało córeczko?-spytała matka dziewczyny patrząc na nią z czułością.
-Nie, nic tylko myślałam o czymś- odpowiedziała dziewczyna.
-O czymś czy może o kimś?-Hugo rzucił siostrze uśmiech. Rose się zarumieniła co nie uszło uwadze Rona. Podniósł pytająco brew i spytał:
-Czy ja o czymś nie wiem?
Rose chciała już zaprzeczyć kiedy ubiegł ją brat:
-Rosie kręci ze Scooorpiuuuuseeem!-zaśpiewał na cały głos. Na te słowa Ron zamarł.
-Słucham? Czy to prawda Rose?-spytał surowo. Dziewczyna już otwierała usta kiedy odezwała się Hermiona:
-A nawet gdyby to co?-zmrużyła oczy patrząc gniewnie na męża.
-Ponieważ!-podniósł głos- To są nasi wrogowie Hermiono!-wstał z krzesła i spojrzał na żonę.
-wojna się już skończyła Ron!-krzyknęła i również podniosła się z miejsca.
-Ale ludzie pokroju Malfoyów nigdy się nie zmieniają!-okrzyknął
- A tobie- tu wskazał na córkę- zakazuję się z nim spotykać!. Tego było już za wiele. Rose wytrącona z równowagi wstała i spojrzała gniewnie ojcu w oczy
-Kiedy ja się wcale z nim nie spotykam!-wycedziła.
Gdyby wzrokiem można było zabić Ronald Weasley leżałby teraz martwy trącony dwiema Avadami.
-ee.. kochani?-przerwał ciszę Hugo.
-CO?!-okrzyknęli patrząc na niego we troje.
-Z-zaraz rusza pociąg-wydukał przestraszony.
I już ich nie było.
-Nie przerywamy?-spytał kpiąco Hugo i usiadł na swoim miejscu na przeciwko siostry.
-Oh jesteście- Hermiona odsunęła się od męża i podeszła ucałować dzieci.
Rose popatrzyła na matkę. Zawsze byłą dla niej wzorem. Gryfonka chciała być tak dobra w nauce jaka była Hermiona w czasach szkolnych. Ruda była niezmiernie dumna kiedy w szkole mówiono jej, że swoją wiedzą dorównuje matce, a trzeba przypomnieć, że Hermionę uważano za najmądrzejszą czarownicę od czasu samej Roweny Ravenclaw! Dlatego Rose na każdym przedmioce starała się zabłysnąć. Czasem rzecz jasna krew ją zalewała, gdy dziewczynę wygryzał sam Scorpius Malfoy. Jego Domem jest Slytherin, więc nic dziwnego, że był inteligentny, gdyż uczniowie Domu Węża szczycili się sprytem i ambicją. Jednakże Scorpius był zakochanym w sobie, egoistycznym arystokratą, zmieniającym dziewczyny jak rękawiczki. Już połowa dziewczyn z Hogwartu była na jego liście "zdobyczy". Mimo tego, że Rose musiała przyznać, że choć jest przystojny to szczerze go nienawidziła (z wzajemnością). Wszyscy w Hogwarcie wiedzieli, że młode pokolenie Weasleyów i Potterów mają na pieńku z Malfoyem. Nawet ich ojcowie darzą się nienawiścią już od czasów szkolnych. Ojciec Rose zawsze powtarzał, że ci ludzie są beznadziejnymi śmieciami prze co James patrzył na niego z uwielbieniem. Tylko matka Rose i ciocia Ginny twierdziły, że ludziom trzeba wybaczać. Jednak oni byli głusi na ich zdanie. Rose najbardziej dziwiła się matce. Wiedziała, że tata Scorpiusa-Dracon był dla niej okropny na każdym kroku. Wypominał jej, że urodziła się w mugolskiej rodzinie, nazywał szlamą (Rose skrzywiła się), a nawet patrzył bezczelnie jak była torturowana przez jego ciotkę Bellatrix. Do dzisiaj Hermiona ma na ręce bliznę układającą się w słowo „szlama”. Nienawidziła przez to Scorpiusa jeszcze bardziej. Zdziwiona, że zajmuje sobie myśli kimś takim jak ten wredny Ślizgon pokręciła głową.
-Coś się stało córeczko?-spytała matka dziewczyny patrząc na nią z czułością.
-Nie, nic tylko myślałam o czymś- odpowiedziała dziewczyna.
-O czymś czy może o kimś?-Hugo rzucił siostrze uśmiech. Rose się zarumieniła co nie uszło uwadze Rona. Podniósł pytająco brew i spytał:
-Czy ja o czymś nie wiem?
Rose chciała już zaprzeczyć kiedy ubiegł ją brat:
-Rosie kręci ze Scooorpiuuuuseeem!-zaśpiewał na cały głos. Na te słowa Ron zamarł.
-Słucham? Czy to prawda Rose?-spytał surowo. Dziewczyna już otwierała usta kiedy odezwała się Hermiona:
-A nawet gdyby to co?-zmrużyła oczy patrząc gniewnie na męża.
-Ponieważ!-podniósł głos- To są nasi wrogowie Hermiono!-wstał z krzesła i spojrzał na żonę.
-wojna się już skończyła Ron!-krzyknęła i również podniosła się z miejsca.
-Ale ludzie pokroju Malfoyów nigdy się nie zmieniają!-okrzyknął
- A tobie- tu wskazał na córkę- zakazuję się z nim spotykać!. Tego było już za wiele. Rose wytrącona z równowagi wstała i spojrzała gniewnie ojcu w oczy
-Kiedy ja się wcale z nim nie spotykam!-wycedziła.
Gdyby wzrokiem można było zabić Ronald Weasley leżałby teraz martwy trącony dwiema Avadami.
-ee.. kochani?-przerwał ciszę Hugo.
-CO?!-okrzyknęli patrząc na niego we troje.
-Z-zaraz rusza pociąg-wydukał przestraszony.
I już ich nie było.
Państwo Potterowie stali juz obok expressu Londyn-Hogwart i zniecierpliwieni spoglądali w stronę magicznego przejścia na peron 9 i 3/4. Martwili się, ponieważ zaraz ruszał pociąg, a nigdzie nie było śladu po ich przyjaciołach i ich dzieciach. Ginny pierwsza przerwała trwającą ciszę:
-Harry, gdzie oni są?!- zdenerwowana spojrzała na męża, który już chciał jej odpowiedzieć, kiedy przerwał mu radosny krzyk Jamesa:
-Rosie!-uradowany podbiegł przytulić kuzynkę, która odwzajemniła uścisk.
-Co was zatrzymało?-spojrzał na nią badawczo.
-Eee mała sprzeczka rodzinna-wzruszyła ramionami i podeszła do Harry'ego i Ginny
-Cześć wujku, cześć ciociu-uściskała ich na powitanie.
-Witaj Rose-uśmiechnął się Wybraniec- gdzie twoi rodzice i brat?
Gryfonka miała już odpowiedzieć kiedy usłyszeli podniesiony głos Hermiony:
-Ron na miłość Boską! Przecież powiedziała, że nic jej z nim nie łączy!-zdenerwowana spojrzała w ich stronę i rozpromieniona podbiegła do najlepszej przyjaciółki i szwagierki za razem
-Ginny, kochanie!-przytuliła rudą i jej wzrok napotkał wzrok Harry'ego
-Hermiono! Wszystko w porządku?- uściskał przyjaciółkę
-W jak najlepszym. To tylko mała sprzeczka rodzinna-rzuciła tłumaczenie jak Rose Jamesowi i gdyby mężczyzna nie znał swojej przyjaciółki stwierdziłby, że skoro tak mówi to jest dobrze jednakże po tylu latach spędzonych z Hermioną, wiedział, że coś jest nie tak. Postanowił zostawić ten temat na później, postanawiając odwiedzić Mionę i wypytać ją co się stało.
-Witaj Hugo!-powiedziała Ginny ściskając bratanka-Albus i Lily są już w przedziale, a James.. Właściwie to gdzie jest James?-spytała rozglądając się.
-Pewnie biega gdzieś z Rose- stwierdził krótko Ron witając się z Harrym i całując w policzek siostrę. W tym momencie pojawiła się koło nich para nastolatków. Gryfon jako pierwszy się odezwał:
-Przyszliśmy się pożegnać- uśmiechnął się. Albus i Lily wychyleni przez okno pociągu i także pożegnali się z rodziną.
Po czułych słówkach, pożegnaniach i łzach wylanych przez wszystkie kobiety na stacji, pociąg ruszył drogą ku Hogwartowi.
-Harry, gdzie oni są?!- zdenerwowana spojrzała na męża, który już chciał jej odpowiedzieć, kiedy przerwał mu radosny krzyk Jamesa:
-Rosie!-uradowany podbiegł przytulić kuzynkę, która odwzajemniła uścisk.
-Co was zatrzymało?-spojrzał na nią badawczo.
-Eee mała sprzeczka rodzinna-wzruszyła ramionami i podeszła do Harry'ego i Ginny
-Cześć wujku, cześć ciociu-uściskała ich na powitanie.
-Witaj Rose-uśmiechnął się Wybraniec- gdzie twoi rodzice i brat?
Gryfonka miała już odpowiedzieć kiedy usłyszeli podniesiony głos Hermiony:
-Ron na miłość Boską! Przecież powiedziała, że nic jej z nim nie łączy!-zdenerwowana spojrzała w ich stronę i rozpromieniona podbiegła do najlepszej przyjaciółki i szwagierki za razem
-Ginny, kochanie!-przytuliła rudą i jej wzrok napotkał wzrok Harry'ego
-Hermiono! Wszystko w porządku?- uściskał przyjaciółkę
-W jak najlepszym. To tylko mała sprzeczka rodzinna-rzuciła tłumaczenie jak Rose Jamesowi i gdyby mężczyzna nie znał swojej przyjaciółki stwierdziłby, że skoro tak mówi to jest dobrze jednakże po tylu latach spędzonych z Hermioną, wiedział, że coś jest nie tak. Postanowił zostawić ten temat na później, postanawiając odwiedzić Mionę i wypytać ją co się stało.
-Witaj Hugo!-powiedziała Ginny ściskając bratanka-Albus i Lily są już w przedziale, a James.. Właściwie to gdzie jest James?-spytała rozglądając się.
-Pewnie biega gdzieś z Rose- stwierdził krótko Ron witając się z Harrym i całując w policzek siostrę. W tym momencie pojawiła się koło nich para nastolatków. Gryfon jako pierwszy się odezwał:
-Przyszliśmy się pożegnać- uśmiechnął się. Albus i Lily wychyleni przez okno pociągu i także pożegnali się z rodziną.
Po czułych słówkach, pożegnaniach i łzach wylanych przez wszystkie kobiety na stacji, pociąg ruszył drogą ku Hogwartowi.
*******
A więc co sądzicie o pierwszym rozdziale? :))
Liczę na waszą opinię!
Drugi rozdział w przygotowaniu i jeśli dobrze pójdzie to dodam go już jutro :3
Dobranoc <3
Liczę na waszą opinię!
Drugi rozdział w przygotowaniu i jeśli dobrze pójdzie to dodam go już jutro :3
Dobranoc <3
Witajcie! :))
Zacznę od tego, że jestem jak się domyślacie potterhead :3
Od pewnego czasu czytam zawzięcie dużo blogów związanych z życiem różnych bohaterów z serii o młodym czarodzieju
Często są to różnego rodzaju paringi. Moje ulubione to Dramione oraz Jilly, ale tutaj chcę napisać o Rose i Scorpiusie. Nie muszę chyba tłumaczyć, że jest to córka Rona i Hermiony oraz syn Dracona prawda?
Dzisiaj coś mnie natknęło [kiedy dostałam szlaban na komputer do 15.00 XD] i wzięłam zeszyt z postanowieniem napisania czegoś związanego z jakąś parą. Myślę i myślę no i wpadł mi pomysł, żeby napisać o dzieciach naszych kochanych bohaterów
Myślałam, że to jest trudne, ale jakoś tak wzięło, że moja ręka nie przestawała pisać
Kolejnym moim krokiem było założenie bloga, żebym mogła się tu z wami dzielić tym co stworzyłam:)
Pojawią się tu również inni bohaterowie w szczególności James, Albus oraz Lily
Bradzo chciałabym gdy przeczytacie, żebyście zostawili w komentarzu swoją opinię. Chce po prostu wiedzieć co o tym sądzicie. Chcę usłyszeć wasze zdanie na ten temat.Nie przejmuję się krytyką, ponieważ to mnie zmotywuje do poprawek i większego przyłożenia się
Mam nadzieję, że spodobają wam się moje tak zwane „wypociny”
Często są to różnego rodzaju paringi. Moje ulubione to Dramione oraz Jilly, ale tutaj chcę napisać o Rose i Scorpiusie. Nie muszę chyba tłumaczyć, że jest to córka Rona i Hermiony oraz syn Dracona prawda?
Dzisiaj coś mnie natknęło [kiedy dostałam szlaban na komputer do 15.00 XD] i wzięłam zeszyt z postanowieniem napisania czegoś związanego z jakąś parą. Myślę i myślę no i wpadł mi pomysł, żeby napisać o dzieciach naszych kochanych bohaterów
Myślałam, że to jest trudne, ale jakoś tak wzięło, że moja ręka nie przestawała pisać
Kolejnym moim krokiem było założenie bloga, żebym mogła się tu z wami dzielić tym co stworzyłam:)
Pojawią się tu również inni bohaterowie w szczególności James, Albus oraz Lily
Bradzo chciałabym gdy przeczytacie, żebyście zostawili w komentarzu swoją opinię. Chce po prostu wiedzieć co o tym sądzicie. Chcę usłyszeć wasze zdanie na ten temat.Nie przejmuję się krytyką, ponieważ to mnie zmotywuje do poprawek i większego przyłożenia się
Mam nadzieję, że spodobają wam się moje tak zwane „wypociny”
Subskrybuj:
Posty (Atom)